wtorek, 26 grudnia 2017

Rozdział XVII "Chuck"

Ciemność, a w ciemności ogniki. Wyciągnęłam łapkę do jednego z ogników. Mój mózg zarejestrował ból, ale nie bolało. Ogniki unosiły się w powietrzu. Oświetlały ciemność, jednak tylko ogniki było widać. Wysunęłam łapkę przed siebie. Zobaczyłam ją. Była oświetlona światłem padającym od jedynego źródła w tej ciemności. Z ciekawości policzyłam ilość ogników przede mną. Było ich osiem. Ponownie dotknęłam jednego z nich. Pojawił się ból, ścisnęłam mocniej. Ogień przedzierał się przez zaciśniętą łapkę. Reszta w buncie zaczęła się powiększać i nabierać formy. Przestraszona rozluźniłam uścisk. Przede mną pojawiły się myszki. Nie były zdenerwowane. Patrzyły się zainteresowane. Zamachnęłam się rękoma w powietrzu by bliżej przyjrzeć się myszkom. Ciemność trzymała mnie w swoich objęciach. Chciałam coś powiedzieć, ale coś powstrzymywało moje struny od drgania. Jedna z myszek podpłynęła bliżej. Słoneczne futerko promieniowało wewnętrznym światłem. Włosy idealnie dopasowane do futra falowały własnym życiem, a wieniec zrobiony z liści podkreślał urodę myszki.
- Wszyscy jesteśmy jednością – usłyszałam, bowiem myszka nic nie mówiła. Głos unosił się wokół jakby wypowiedziany przez wszystkie myszki, ale jednym głosem. Naprawdę to było dziwne. Wszystkie myszki zbliżyły się do mnie. Zasłoniły świat. Poczułam jak stajemy się jednością.
- Nie chcę – pomyślałam. Próbowałam walczyć, machałam łapkami, wierciłam się. To nie powstrzymało myszek….
Obudził mnie mój własny krzyk. Nigdy do tej pory nic mi się nie śniło i jeśli tak mają wyglądać sny to ja podziękuję. Cała się trzęsłam. Siedziałam sama na kanapie przykryta kocem. Koc. O ile dobrze kojarzyłam w żadnej z chatek nie widziałam koca. Choć może to jedna z tych śmiesznych kołder na twardych łóżkach. Wtuliłam się bardziej. Był miękki, a tamte kołdry na ogół bywały twarde i szorstkie. Właściwie nie dało nimi się przykryć. Przypomniałam sobie historię z ciastkami. A w sumie, to od nas zależy jakie będą te przedmioty. Od naszego umysłu. Powinnam to w końcu zapamiętać.
Przypomniałam sobie, że nie zasnęłam przecież sama. Towarzyszyła mi pewna myszka. Melania…tak. Takie miała imię. W śnie się pojawiła. Jedność. Ciekawe co to oznaczało.
- Melania? – podniosłam głos. Cisza oburzyła się na mnie za to, że przerwałam jej egzystowanie. Głos w pomieszczeniu jakby zamarł i nie chciał iść dalej. Cisza walczyła o swoje względy.
- Melania! – Krzyknęłam na złość ciszy, która nie chciała dać za wygraną.
Odrzuciłam ze złością koc i zeskoczyłam z kanapy. Postanowiłam sama poszukać Melanii. Przecież nie jest daleko. Zajrzałam do wszystkich pomieszczeń, zmoczyłam futerko, powstał mi nieład na głowie, a uszy się nastroszyły, jednak nigdzie nie widziałam Melanii.
- Miałaś mnie nie zostawiać – wyrzuciłam siadając bezradnie na twardej podłodze.
Gdy tak siedziałam, myśli spokojnie krążyły. Olśnienie jak promień z jasnego nieba trafił mnie tak, że aż się przewróciłam.
- Widziałam swoje rodzeństwo – wydusiłam z niedowierzeniem. Te myszki, które widziałam we śnie, ta jedność. Wszystko ułożyło się w całość. Przecież widziałam tam też Melanię! Oni byli moim rodzeństwem. Ucieszyłam się z tego odkrycia. W końcu coś osiągnęłam. Tylko jak ich spotkać? Wiedziałam dokładnie jak wyglądali, ale nie miałam pojęcia jak się do nich dostać. Spróbowałam się skupić przywołując obraz ze snu. Myszki zamieniły się w ogniki. Dopiero w tej chwili odkryłam, że jeden z nich inaczej świeci. Ciekawe co to oznaczało. Coś mi mówiło, że nie mogę tego dotknąć, bo może się to źle skończyć. Machnęłam na ognik, który znajdował się obok. Otworzyłam oczy z nadzieją na powodzenie. Niestety nic takiego się nie stało. Krzyknęłam ze złości uderzając łapką o podłogę. Ból przeszył moje ciało.
- Auć – skomentowałam swoją głupotę.
- Bo sobie jeszcze zrobisz krzywdę – usłyszałam za sobą.
Odwróciłam się. Moim oczom ukazała się myszka w szarym futerku, brzuch był biały, łącznie z końcówką pyszczka. Na głowie znajdował się kapelusz. Oczy zakryte były okularami.
- Eeeee – nie wiedziałam co powiedzieć. Po chwili uświadomiłam sobie, że gdzieś już widziałam tę myszkę. – Ooooo.
- Jesteś bardzo wymowna – zaśmiał się.
- Nie, nie, nie – zaprzeczyłam szybko, choć nie wiem dokładnie czemu. Szybko wstałam co wywołało małe zawroty głowy. Stanęłam pewniej na tylnych łapkach. – Jesteś moim bratem – stwierdziłam.
- Bratem?
- Tak. Mamy jednego twórcę – pokiwałam głową chcąc w ten sposób potwierdzić swoje słowa.
- Bratem – powtórzył jakby pierwszy raz wypowiadał to słowo. Dźwięk słowa pobrzmiewał jeszcze wokół.
- Noooo – Znalazłam brata i nie wiedziałam co dalej począć z tym faktem. Marzyłam o tym by mieć kogoś podobnego do mnie, kogoś z kim jestem związana, a nie miałam pomysłu co dalej. W głowie panowała pustka. Choć jeden raz przydałby mi się ten mętlik, który zawsze mi towarzyszył.
- Fajnie – ucieszył się – Nie myślałem, że ktoś jeszcze jest. – okręcił się na nodze.- To wspaniale. A ty jesteś moim bratem?
- Raczej siostrą – poprawiłam.
- Siostra! – zawołał uradowany. A potem zaczął się śmiać. To nie był śmiech szyderczy, bynajmniej. Przypominał szczęście, jakby od dawna na to czekał. Uśmiechnęłam się. Także byłam szczęśliwa. W końcu nie czułam się samotnie.
- Mam na imię Lena – zagaiłam.
- Chuck – odparł.
- Myślałam, że już nikogo z rodzeństwa nie poznam – wyznałam.
- Ja nawet nie wiedziałem o ich istnieniu. Myślałem, że jestem zupełnie sam.
- Ja także – przyznałam zadowolona. – Jest nas więcej. Nasza twórczyni nie próżnowała.
- Twórczyni? – spytał.
- Tak. Widziałam ją.
- Widziałaś?
- Tak. Za pomocą ekranu. – mówiąc to wskazałam na ekran znajdujący się za kanapą.
- Wow – odparł zaskoczony – To da się tak?
- Kalik mnie tego nauczył – odpowiedziałam.
- Kim jest Kalik? To nasz brat… siostra?
- Nie – zaprzeczyłam ze śmiechem – To mój nauczyciel. Ogólnie mam dużo nauczycieli.
- Nauczyciel… - widziałam to jego zdziwienie. Powiedziałam mu chyba o wielu nowych rzeczach o których nie wiedział. Musiał to przetrawić.
- Umiem też piec ciastka! – pochwaliłam się.
- Te ciastka da się jeść? – zapytał zaskoczony.
- Też w to nie wierzyłam, a jednak – zaśmiałam się.
- Chyba jeszcze wiele rzeczy nie wiem – stwierdził – Opowiesz mi?
- No pewnie! – odpowiedziałam z entuzjazmem.
Opowiedziałam wszystko bratu. O myszkach, które spotkałam, o tym czego się dowiedziałam, o pewnych wnioskach. Chuck patrzył się na mnie z zainteresowaniem. Wchłaniał wszystko jak gąbka. Od czasu do czasu dawał komentarze. Rozumiał mój mętlik w głowie, ponieważ miał podobny. Zadawał dużo pytań, podobnie jak ja zadawałam pytania. Dzięki niemu lepiej pojęłam to co do tej pory poznałam. Z nim na nowo przeżyłam te przygody. Na koniec wszystkiego upiekłam ciastka, które zajadał ze smakiem. Nauczyłam go tej sztuki, by sam mógł także piec.
- To chyba teraz ja opowiem co wiem – odparł jedząc ciastko.
- No pewnie
- Czasami zdarza mi się – zaczął – obudzić w czasie gdy mną twórca steruje.
- Naprawdę? – nie mogłam uwierzyć. Ja nic nie pamiętałam z tego okresu, a Chuck się budził. Ciekawiło mnie jak się czuł, jak wyglądały myszki, którymi ktoś steruje. W głowie powstało mnóstwo pytań.
- Tak – kiwnął głową – Wszystko ci opowiem, chcesz?
- Głupio pytasz – pokręciłam głową – No jasne, że chce!
- Dobrze. A więc…

2 komentarze:

  1. Super! Ekstra! Eureka! Napisz książkę! I kiedy kolejne?
    Jsgw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co? D: To nie jest pisanie na książkę XD

      Usuń